Domki Juvena w Krasiczynie

Domki Juvena w Krasiczynie by Polek
Domki Juvena w Krasiczynie, a photo by Polek on Flickr.

Opuszczam teren zamku i przechodzę przez jezdnię by zrobić małe zakupy w otwartym jeszcze supermarkecie. Żadna ogólnopolska sieciówka tylko produkt lokalny – Piotruś Pan. Czynny do 21:30. Kupuję tym razem ogórka i po 5dkg polędwicy sopockiej i żółtego sera. Przechodząc obok baru, w którym jadłem słyszę śpiew dziewczyn, tam pracujących. Nic się nie wstydzą.
W domku przyrządzam kolację wykorzystując resztę wody z Kalwarii, której nie wypiłem, waham się czy od razu iść spać, ale postanawiam skorzystać z tego, że restauracja jest czynna do 22, i idę na piwo.
Mimo tego, że jeszcze prawie godzina, i jest sobota wieczór, w karczmie pustki, a obsługująca bar dziewczyna zaczyna sprzątanie podłogi. Ale nie obrócę się na pięcie, wchodzę, mowię po prostu piwo, i zanim zdecyduję się na producenta mam już nalaną szklankę Leżajska. Ponieważ nie przyszedłem tutaj popijać w samotności zagaduję by dowiedzieć się, że karczma jest wystawiona na sprzedaż, klientów nie ma tylu, co kiedyś; a sezon jest krótki, bo po sezonie wcale. W domkach nikt nie zamieszka po wakacjach, bez ogrzewania. Zmieniając trochę temat moja rozmówczyni wskazuje na wielki nepotyzm w Przemysłu, jak ciężko jest dostać pracę, i można właściwie albo w miejscu, w którym decyzje o zatrudnieniu zapadają poza miastem, np w centrali w Rzeszowie. Tak zdobył pracę jej mąż. Albo zastępując kogoś odchodzącego na emeryturę, jak zdobyła ona. No bo przecież nie można się koncentrować na pracy tu, w barze, który jest ostatni sezon, jeśli nie zostanie sprzedany.
Opowiada mi także, o tym ile osób wyjechało za pracę za granicą, i że chyba już nie wrócą, na pewno, jeśli tam urodzę dzieci pójdą do szkół, choć część własnie tu lokuje zarobione pieniądze kupując mieszkanie na wynajem, czy budując domek w którejś z wsi. Widzę takie niezamieszkałe przechodząc przez wsie, przynajmniej tam, gdzie doprowadzony jest asfalt. Na koniec jeszcze wspomina, że Piotruś Pan, tutejszy sklep, to wcale nie polski kapitał, tylko ukraiński, co trochę mnie dziwi. Sprzątanie dobiega końca, więc nie zatrzymuję, dopijam i idę spać. Pada drobny deszczyk, pierwszy od miesiąca. Raczej go słychać niż czuć.
Rano zjadam resztkę sera, pakuję się, i zgodnie ze wskazówkami zostawiam klucze w zamku, od środka. Zapłaciłem wczoraj, 30 zł, z pościeli nie skorzystałem uznając, że cieplej będę miał w śpiworze. Nie była założona, więc nie musiałem się z nią męczyć. O 9 rozpoczyna się zwiedzanie zamku, a skoro tu jestem to wypada go zwiedzić. Spieszę się, z sukcesem, zdążam za dwie dziewiąta do portierni. Kupuję bilet za 14 zł i drugi, na wieżę za 5. Są jeszcze lochy, ale w środku narzędzia tortur, które są wszędzie takie same. Ruszam na dziedziniec i o dziwo, nie jestem sam. Kilka osób czeka na panią przewodnik. A właściwie to ona czeka, na drugą koleżankę, by poprowadziła grupę, tyle że jej nie ma więc wyjdzie z nami. W sumie jest jakieś 15 osób. Niedziela rano, więc chyba i tak sporo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: