Agroturystyka u Flika

Agroturystyka u Flika by Polek
Agroturystyka u Flika, a photo by Polek on Flickr.

Tuż po lewej jest Forta – ładna baza agroturystyczna, ale pełna samochodów. Wróży to naturalnie problemy – dla mnie, i faktycznie gospodarz kręci głową. Miejsc nie ma. Ale mówi – zadzwonimy do sąsiada, 500 metrów dalej. Z tym dzwonieniem już tak łatwo nie jest, bo o dziwo numeru nie zna, żona podaje zły, dopiero córka ma, ale nie może się też dodzwonić. Przez ten cały czas ładuje mi się wolno strona, bo internet tu epokowy, stąd chyba litera E, siedzę na ganku, a pies ze złamaną nogą (w gipsie) stara się zaprzyjaźnić liżąc mnie. Ale to ja jestem głodny.
Już nawet nie przejmuje się drugim ciosem, bo nie ma też tu żadnego sklepu. Owszem były, ale nie wytrzymały konkurencji dwóch Biedronek w Ustrzykach. Jak ktoś bez samochodu, to przecież zawsze autobusem może pojechać.
Dodzwaniam się i mam szczęście. Mogę przyjść, znajdzie się miejsce, akurat wyjechali, choć pokój nie przygotowany. Ja na to, nie ma problemu – mam śpiwór. Żegnam się z gospodarzami tutaj, mijam cerkwisko, widzę zajęcia na koniach z tyłu Forty i już ostatkiem sił idę asfaltem przez wieś te 500 metrów. Trafiam do bardzo dobrego gospodarza, który cały ten agroturystyczny biznes rozkręcił, w Dźwiniaczu. Wiele lat temu. To on wpadł na pomysł Ekomuzeum i instaluje tablice, które widziałem przy cerkwisku. Najważniejsze jest, że niezostawia mnie głodnego, częstując barszczem z uszkami, i wielkim i sycącym plackiem ziemniaczanym. Ledwo go mieszczę. Najbardziej jednak rzucam się na kompot wypijając trzy szklanki. Jestem mocno odwodniony, choć wcale tego nie czuję.
W pokoju, śpię w tych na parterze pod numerem 5, wypijam kolejne 4 kubki herbaty nie mogąc się doczekać przy pierwszym kiedy ostygnie. Otwieram roletę wpuszczając światło, za oknem pasą się kozy.
Nie mam jednak czasu odpoczywać. Dzisiejsze przygody z noclegami uczą mnie, że trzeba działać bardziej proaktywnie. Zaczynam dzwonić. Wojtkówka – ośrodek zamknięty. Wojtkowa – brak chęci lub miejsc. Druga lokacja zwinięta. Nowosielce – mógłbym od piątku. Ropienka – dopiero tutaj następuje przełom, ale prawie się wpraszam, bo gospodyni twierdzi, że remontują ogrzewanie wody i nie biorą turystów. Otwarci nie chcą na jedną noc jednego turysty, mówią hotele, pensjonaty. Rozumiem ich, jednocześnie z nostalgią patrząc na moje pierwsze wyprawy gdy nie stanowiło to aż takiego problemu. Po 21 pierwszej wyglądam jeszcze na gwiazdy, przebijam nowe bąble i idę spać odkładając pisanie na rano.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: