Zachód słońca spod Śnieżki


Zachód słońca spod Śnieżki a video by Polek on Flickr.

Po zrobieniu paru zdjęć na Przełęczy pod Śnieżką, z uwagi na widoczność, a raczej jej brak, skupionych głównie na budynku Domu Śląskiego wchodzimy do środka.
Nocleg kosztuje nas 35, nie 30 złotych, jak było mówione, przez telefon, ale nikogo już nie dokwaterują. Pięć złoty to nie jest kwota, o którą warto kruszyć kopie. Wbrew pozorom budynek nie jest pusty, wręcz przeciwnie, stacjonuje dziś w nim grupa studentów, geografii jak się okaże. Schodzą się powoli, odbieramy kluczyk do 19-stki na końcu drugiego piętra, zabieramy bagaż na górę, z planem, że od razu tarabanimy się na dół, coś zjeść.
Zanim jednak zejdziemy na dobre, zabieram suchą i, już na dole, zrzucam mokrą wełnianą koszulkę, w umywalni, podczas czego odkrywam sporego klaszcza na brzuchu, który musiał wykorzystać sytuację gdy trochę się rozermetyzowałem na podejściu. Wyrywam chwasta, starając uwierzyć, że nic mi nie będzie.
Biorę kaszę z gulaszem i ogórkami w rozsądnej cenie 14 zł, chyba dokładnie to samo jadłem poprzednim razem. D bierze (…) i wychodzimy z jedzeniem przed schronisko.
Wydawało się nam, że było ciepło i to dobry pomysł, ale więcej chmur przysłoniło grzejące słońce, i wytrzymujemy jedynie do końca posiłku. Wrzątek mamy za darmo, jako rezydenci, wypijamy więc herbatę do obiadu.
Coś z czasem trzeba robić – wcześniej podsumowaliśmy podejście na górze, podczas rozpakowania rozpijając resztki żołądkowej, starcza po łyku, zawsze przyświeca myśl przewodnia – będzie lżej schodzić; teraz pora na piwo. Biorę wreszcie takie jakie lubię, czyli Gingers (7 zł) a D ma ochotę na grzane.
Od 18 trwa ruch w łazienkach, wtedy automat uruchamia piec podgrzewający wodę do natrysków. Dziewczyn na geografii więcej, kąpią się wszystkie, trwa to już dwie godziny. Pod koniec trzeciej, licząc na odnowienie ciepłości strumienia, idę wziąć prysznic. Już coś jest nie tak jak wchodzę do kabiny, ale jak wychodzę wiem co. Jest jasno. Chmury odeszły, widać góry, jasno i wyraźnie. Zachód słońca.
Wycieram się w pośpiechu, czując że zaraz wylecę na dwór. Tupię po schodach na drugie piętro. Widziałeś – D jest już prawie gotowa do wyjścia. Lecimy – rozumiemy się bez słów. Łapię buty do biegania, nakładam drugie spodnie, kurtkę, bo będzie wiało i pędzimy.
Pędzimy, bo tu, nisko, słońce już zaszło. Ale Śnieżka, widoczna po raz pierwszy od wejścia tutaj, jest cała, bez chmur.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: