Widok z Kruczego Kamienia

Widok z Kruczego Kamienia by Polek
Widok z Kruczego Kamienia, a photo by Polek on Flickr.

Rano budzę się o 5, dużo wydarzeń do opisania. Na śniadanie zjadam resztkę pieczywa, głównie z dżemem, niczego już nie ma innego. Resztka sera kanapkowego, który już dziwnie wygląda, starcza na ledwie jedną kromkę chleba. Nocleg kosztuje nas tutaj po 30 zł, wersalki są wygodne, śpimy w pościeli. Jedynym minusem jest krótka ciepła woda. Wanny D napełnić gorącą nie zdołała.
Ranny deszcz przechodzi, ale chmury nadal szczelnie przykrywająca niebo. Wychodzimy koło 9, idąc w stronę Okrzeszyna, wypatrujemy znaków rowerowych w prawo. Pojawiają się za dużym domem, idziemy nimi w górę, ale oznaczenia są sporadyczne, i wysoko gubimy szlak, być może trochę omijając podejście które nas miało czekać, na Bogorię.
Granica ucieka zaraz za wzniesieniem na zachód, więc nie jest łatwo do niej dotrzeć, jedna, druga ścieżka, i właściwie azymut, przez las, który na szczęście nie jest tutaj zbyt gęsty. Wreszcie najpierw znajdujemy szlak rowerowy, który idzie teraz równolegle do granicy, a po przejściu przetrzebionego przez leśników grzbietu, osiągamy linię słupków i szlak zielony. Odzywa się też tutaj polska sieć komórkowa. Jest 10.
Granicą idzie się już prosto, z małymi widokami, co i raz, na czeską stronę. Wychodzi słońce, trzeba się trochę rozebrać. Na Przełęczy Małej, z której uciekamy szlakiem żółtym, jesteśmy o 10:50. Do Krzyżówki BHP docieramy w 35 minut, szerokie drogi używane przez leśników prowadzą wygodnie, choć trochę nudnie. Do Rozdroża Trzech Buków dochodzimy w kwadrans, i dalej wybieramy szlak zielony do Lubawki, z przejściem przez Kruczy Kamień. Oryginalnie mieliśmy iść na Przełęcz Ulanowicką, ale brak solidnego śniadania skłania do wczesnego obiadu.
Idąc tak, trawersem naprawdę ostrego zbocza, zastanawiamy się na różnicami między Górami Kruczymi a Stołowymi. 30 minut zabiera nam dojście na punkt widokowy na Kruczej Skale, i można wierzyć bądź nie, takiego widoku trzeba pozazdrościć tutejszym mieszkańcom. Idąc dołem, w 2010 nie zdawałem sobie sprawy, że omija mnie coś takiego.
Inna sprawa, że najszybsze zejście w dół jest dość karkołomne, najpierw ostro w dół, a później prawdziwą granią. Zejście zajmuje nam 20 minut, gdyby padało byłoby już prawie nie możliwe.
Do centrum Lubawki docieramy długo, w kolejne pół godziny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: