Wewnątrz Adršpachu

Wewnątrz Adršpachu by Polek
Wewnątrz Adršpachu, a photo by Polek on Flickr.

Żółty szlak jest zamknięty. Zamknięty bez sensu, bo bez informacji wcześniej. Jestem troche wściekły, bo to oznacza, że trzeba się cofnąć i obchodzić całość. Po chwili namysłu zachowujemy się jednak jak prawdziwi Polacy, czyli idziemy dalej. Może nie będzie tak źle.
Zanim zacznie się źle mija nas para Czechów, z przeciwnej strony, od których wyciągam, że da się przejść, da – mówią – tylko woda i kamienie. Widać to jedyne słowa, które mamy podobne, bo akurat nie ma problemu z kamieniami, tylko z mostkami nad wodą, cieknącą dołem doliny, pod stopami. Nikt ich nie remontuje, stopnie są spróchniałe, i części brakuje. Wysnuwam teorię, że nikomu nie zależy by takie połączenie dwóch miast istniało, bilety najprościej sprzedawać na wejściu, łatwo dostępnym, a ponieważ to są dwa biznesowo inne organizmy drogę pośrodku najwygodniej zlikwidować. Najlepiej przez upływ czasu, wtedy nikt się nie przyczepi.
Na szczęście nie upłynęło go jeszcze na tyle dużo, by przejście było nie możliwe i wiązało się z jakimś wpadnięciem w wodę. Tu i ówdzie most jest przekrzywiony, ale poręcz pomaga go przekroczyć. Dziury można większym krokiem pokonać, a na dłuższe przerwy pomaga podparcie się kijami, by stopa za stopą, przesunąć się po poziomej belce. Pod koniec jest trochę gorzej, bo trzeba się wspinać, i dość głęboko schodzić. Ale nie ma nic, czego się z plecakiem nawet, zrobić nie da.
Mostek na jeziorze osiągamy po 70 minutach od zabrania plecaków.
Zaczyna się zwiedzanie drugiego miasta. Skały są tu równie wysokie, jeśli nie wyższe. Omijamy wejście na łódki, oszczedzając 50 Kč. Idziemy w kierunku grupy skał Zakochani, wybierając dłuższą odnogę niebieskiego szlaku. Po drodze Wielki i Mały Wodospad (gdzie D zapomina kijków i musi się wrócić), a przede wszystkim dużo, bardzo dużo schodów. Zdecydowanie przejście przez Teplickie Mesto jest mniej wymagające. Na koniec, największa dla nas atrakcja, korytarz szeroki na 50cm. D przechodzi bez problemu, no z małym, bo wraca po aparat i musi wyjść tyłem. Ja się zakleszczam na koniec, ale pomaga wyjęcię z bocznych kieszonek butelek, uff, było blisko.
Wychodzimy wyjściem, nie niepokojeni, zaoszczędziwszy kilkadziesiąt koron na bilecie do drugiego miasta. Przy parkingu (chcą nawet 100 od osobowego) jest kilka kiosków gastronomicznych i kantor. Zjadam smażony ser z frytkami za 85, a D miodownik za 35, resztę wydaje na mapę.
Postanawiamy już darować sobie jeziorko po piaskowni, i ruszyć w stronę Polski.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: