W Pasterce

W Pasterce by Polek
W Pasterce, a photo by Polek on Flickr.

W schronisku dostajemy miejsce w pokoju 5 osobowym, oznaczonym cyfrą 6. Rezerwację robiłem jakoś tydzień wcześniej, ale możliwe, że mimo długiego weekendu, dostalibyśmy łóżka tak czy siak, jak nasza koleżanka z Torunia. Nocleg w pokoju współdzielonym kosztuje 29 zł. Idziemy na piętro rozebrać się z mokrych ciuchów. Naszych współlokatorów jeszcze nie ma, wybieramy więc dolne łóżka przy oknie i grzejniku, pozostawiając im dwie góry i jeden dół. Jakby trochę grzali, więc obstawiamy wszystkie wolne miejsca, gdzie coś będzie mogło przeschnąć, licząc że jak przyjadą, nie będą mokrzy.
Biorę szybki prysznic, D chce jeszcze biegać, ale nie od razu, coś trzeba zjeść. Na dole, w jadalni, dziewczyna obsługująca bar nas nie poznaje, musieliśmy mokrzy wyglądać jak siedem nieszczęść. Biorę placek (20 zł), a D ciasto, narzekając na niskie ciśnienie, i brak cukru. Mimo dość sporego ruchu, znajdujemy jeszcze miejsce przy osobnym stole. Jest tu Wi-Fi, sieć komórkowa, tylko miejscami, czeska.
Choć danie moje jest tutaj z najdroższej półki nie mogę powiedzieć bym się nim najadł. D idzie biegać pożyczając ode mnie spodnie techniczne, przeszedłem dziś trasę w normalnych, nie spodziewając się takiego deszczu. Ja, wciąż zmarznięty, rozpuszczam aspirynę w herbacie (wrzątek jest z czajnika na barze, tylko że inaczej niż w Spalonej, tutaj napełnia go obsługa) i chowam się, przynajmniej częściowo do śpiwora. Koło 20 pojawiają się lokatorzy, trzy osobowa rodzina spod Lublina, oni wyglądający na 40 lat, syn około 15. Żeby było ciekawiej, najmłodszy dostaje jedyne łóżko na dole. Zwiedzają okolice, i stacjonując we Wrocławiu na noc zjechali tutaj, przez Książ, który zwiedzali, i w którym były jakieś zawody MTB.
D wraca, możemy zejść na jadalnię, chciałbym coś zjeść, nie uszczuplając zbytnio zapasu chlebowego, który ma starczyć na niedzielę. Kuchnia teoretycznie jest już zamknięta, ale udaje się zamówić jeszcze Kwaśnicę (9 zł). Tym razem nie ma już miejsca, przysiadamy się do pary, która wygląda znajomo. Okazuje się po chwili, że spotkaliśmy się w pierwszym schronie w Błędnych Skałach. Są zza Poznania i mają tu 3h jazdy, więc w okolicach bywają znacznie częściej niż my. Dzieląc się historiami ze szlaków, D, mając największe doświadczenia z Karkonoszy, wymienia uwagi na ich temat; ja opowiadam historię z Grodźca. Jest jeszcze jedna miła niespodzianka, w jadalni spotykamy … Michała z Jagodnej. Naszego lokatora, z pokoju wieloosobowego. Też dziś zmókł, po noclegu gdzieś w Batorówku. Nie poszedł więc bezpośrednio na Pasterkę przez Duszniki, tylko tak jak my, zielonym przez Młoty. Zgubił się jednak, jak przyznaje, w drodze w górę, do Huty.
Czas upływa szybko i ani się człowiek obejrzy jest 22, trzeba iść spać. Jutro odcinek chyba najdłuższy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: