Skalne Grzyby z żółtego szlaku

Padać zaczyna niestety już koło 10:30. Początkowo niemrawo, na tyle mizernie, że nie przejmuję się założeniem kurtki, czy stuptutów. Chronią nas gałęzie drzew. O 11, jesteśmy na przejściu drogi krajowej mijając spory zgromadzony zapas samochodów w przydrożnym komisie. Jakiś dwóch dziadków na rowerach z sakwami odmachuje, gdy robię im zdjęcie i pozdrawiam ręką. Zakładam stuptuty i kurtkę. Idziemy dalej niebieskim zatrzymując się na zdjęcia przy Ponurym Rogu i na Niżkowej. Choć wędrujemy górą krawędzi Gór Stołowych, widoków w taką pogodę nie uświadczysz. Do schronu w Batorówku dochodzimy około 13. Kilka samochodów, to dobre wyjście na szlak przez Skalne Grzyby, którym planujemy przejść, mijają nas jakieś zakapturzone dusze.
O 13:30 chowamy się w schronie przy czerwonym szlaku (Rogacz), poznajemy tu, samotnie wędrującą z Pasterki, Iwonę z Torunia.
Kolejny schron, również przy tym samym czerwonym szlaku (Wysoka Łąka), który krzyżuje się żółtym ponownie, jest również zamieszkały. Przewija się przez niego 8 osób, prócz nas. Dwie ze Szczelinki, zapewne je zobaczymy w Pasterce, w schronisku; pozostałe z samochodów. Zjadamy kanapki z Polanicy (mam 4 sztuki). Ktoś poczęstuje gorącą herbatą z termosu i zażartuje z pogody. Jest godzina 14:40.
Po każdym takim zatrzymaniu jest szczególnie cieżko ruszyć, mokra kurtka, którą zdejmuje z siebie wewnątrz schronu, chłodzi wilgocią. Kapelusz jest pełen wody, tak samo jak i rękawiczki. Przez chwilę wcześniej idę w gumowych, ale zauważam, że jest mi w nich zimniej niż bez nich, więc wracają do kieszeni.
Buty mam troche bardziej suche, niż podczas ostatniego deszczu, ale tylko dlatego, że nie ma tu zbyt dużo wysokiej trawy od której łapały by bezpośrednio wilgoć. Założone stuptuty też trochę pomagają, widać to po przypadku D, która narzeka że jej się wlewa od góry. Nierozpatrznie ochraniacze ma schowane gdzieś w plecaku, a krótkie spodnie rekompensuje suknią z folii NRC, która staje się coraz bardziej porwana.
Są tu niestety takie miejsca gdzie but wpada po kostkę w wodę, nie da się przejść inaczej, niż na wprost. Można próbować je obchodzić, owszem, niektóre zbiory kałuż mają boczne ścieżyny, ale prowadzą przy choinkach, które kompletnie moczą mi spodnie, albo … kończą się bez powrotu na szlak.
Rezygnujemy z żółtego, który prowadzi dalej przez jakieś bagna, zakładam, że mogą być nie do przejścia. Wybieramy sprawdzoną drogę czerwonym, robiąc skrót Krzywą Drogą, szlakiem rowerowym. Robi się naprawdę nieciekawie, bo deszcz jakby się uparł by wygonić z nas ducha i atakuje ze zdwojoną siłą. I tu pomaga … śpiewanie. Lecę z całą litanią piosenek żołnierskich, jakie mi wpadną do głowy, nawet z hymnem, a później przerabiam katalog The Beatles, czy co tam przyjdzie do głowy. Zabija to monotonię szlaku, która jest potrzebna by się rozpędzić. Droga Nad Urywiskiem w końcu się kończy, kolejne zdjęcie robię przy drogowskazie gdy zmieniamy szlak na żółty, o 16:20.
Z sukienki NRC zostają strzępy. Do Pasterki stąd już tylko 45 minut, choć nie byłoby źle gdyby było bliżej. Na szczęście, nie jest już tak nudno, co pomoże czasowi upłynąć szybciej. Ścieżka prowadzi dołem krawędzi skał, po jakimś zbudowanym z kamieni ludzką ręką deptaku. Tu i ówdzie pojawiają się schodki, wszystko to jakby było z zagubionej epoki świetności turystycznej tych gór, która się skończyła.
O 16:50 wychodzimy z lasu, i ostatnie 10 minut do Pasterki pokonujemy walcząc dodatkowo z wiatrem. Schronisko tuż, tuż. Przetrwaliśmy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: