Na Jagodnej

Na Jagodnej by Polek
Na Jagodnej, a photo by Polek on Flickr.

Zaraz za przełęczą, na drodze jest wyraźny napis kredą Bu, ze strzałką. Nie potrzeba Einsteina, by skojarzyć to z oznaczeniem schronu na mapie, wchodzimy w las by go poszukać. D jakoś bardziej nawet zależy by go znaleźć i nie wymięka, choć ja już się zaczynam cofać. Jej przeczucie się sprawdza i ten mały, metrowy pagórek, który odpuściłem, jest po obu stronach, niewidocznych od naszej strony, zakończony betonowymi strzelnicami. Nie ma jednak żadnego otworu wejściowego, a zza strzelnic widać piasek, którym ktoś rozważnie wypełnił środek.
Wracamy na jezdnię i rozpoczynamy, wg mapy za moment, ostatni, opisany liczbą 7,1km, etap do schroniska. Szlak idzie znowu w górę i wychodzi po 20 minutach na szeroką leśną drogę, która przeradza się w wielką wybrukowaną marmurowym tłuczniem leśną autostradę. Nią właśnie mamy iść, choć nie ma tu już znaków. Nietrudno się domyśleć, że poszerzanie drogi usunęło wszystkie oznaczone drzewa, nowych nikt nie zrobił, a pierwszy spotykamy dopiero na szczycie Jagodnej, przez środek której droga owa prowadzi. Docieramy tam w ciagu 45 minut. Łagodnie, i pewnie z pięknymi widokami, które można wyczuć we mgle po wzmożonym hulaniu wiatru.
W drodze do Przełęczy Spalonej mijamy dwoje turystów, zastanawiających się czy poznają szczyt, oraz jednego rowerzystę, który wystrasza nas poważnie przepraszając od tyłu. Około dwudziestosiedmio kilometrowy marsz kończymy o 16:30, czyli jeszcze godzinę od Jagodnej.
Schronisko jest pełne, rezerwacji nie zrobiłem, bo nie było już miejsc (długi weekend), pozostają nam łózka w pokoju wieloosobowym, które tu kosztują 25 zł. Na jedną noc nie wymagają meldowania, co wydaje mi się z deka podejrzane, ale nie ja tu ustalam zasady. W pokoju numer 4 poznajemy Michała z Wrocławia, który suszy namiot po spaniu w okolicach Różanki. Jest tu, uwaga, kontakt, i podłączam grzałki do butów, pierwszy raz testując je w akcji.
Schodzimy na jedzenie, D bierze coś co nazywa się racuchami a polane jest jakimś słodkim sosem, a ja idę w tradycyjne jadło czyli kurczaka w ciężkiej panierce, ziemniaki opiekane i coś przypominające kapustę; w cenie 18 zł, czyli przyzwoitej.
Na sali jest sporo osób, siedzą grupami i jakoś nie wyglada by się miały bardziej integrować. Gadamy z Michałem jak iść dalej wahając się między Polanicą i Dusznikami. Staje jednak na Polanicy (bo dalej).
Po dwóch godzinach robię się głodny i szukując się do kolacji i licząc śniadanie wychodzi, że zabraknie nam pieczywa, co oznacza ranną wizytę w bufecie, który jest czynny od 9, więc wcześniej niż o 9:30 nie ruszymy. Jemy małą kolację, wrzątek jest tutaj darmowy a czajnik stoi przy kontuarze w jadalni, i można lać do woli. Schronisko żyje do około 23, mamy jeszcze wizytę w pokoju, gospodyni po dodatkową kołdrę, której komuś zabrakło na rezerwacjach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: