Kościół N.M.P. w Karpnie

Kościół N.M.P. w Karpnie by Polek
Kościół N.M.P. w Karpnie, a photo by Polek on Flickr.

Poranek w Lechu (bądź Czechu) na drodze granicznej ponad Lutynią jest, mimo grzania cały wieczór, mroźny. Pokój zdążył się wychłodzić i pierwszą rzeczą jaką robię to pstrykam włącznik grzejnika. D wraca z treningu, zbiegła do Lądku pstryknąc parę zdjęć. Złapała nawet ostatnie promienie słońca, bo gdy wychodzimy po 9 nie ma po nim już śladu. Zanim jednak wyjdziemy robimy śniadanie, szybkie, bo obiecaliśmy gospodyni, że ruszymy nie później niż ona do pracy. Uprzedza nas jednak, przy okazji oddając 30 zł reszty, nocleg kosztował tutaj 35 zł od osoby. Zostawiamy klucz w drzwiach i ruszamy 10 po dziewiątej.
Droga prowadzi kawałek w górę asfaltem, mijamy w całej okazałości kopalnię bazaltu, która w poniedziałek pracuje na normalnych obrotach. Taśmociągi wynoszą skruszoną skalę na pryzmy, kurząc nieco okolicę. Zaraz za budynkiem kierownictwa szlak skręca w prawo i dociąga do granicy którą będziemy wędrować jedynie kilka minut – zielony skręca w stronę nieistniejącej wsi Karpno. O 10:10 docieramy do kościoła N.M.P., oznaczonego na mapie jako kaplica. Dziesięć minut później jesteśmy na Rozdrożu Zamkowym, gdzie idziemy asfaltem, by cofnąć się po pięćdziesięciu metrach, wygodna droga przyciąga, ale szlak idzie ścieżką przez las, razem z niebieskim. Szedłem tędy w 2010 roku, tym trudniej mi zrozumieć jak mogłem pomylić tu drogę. Dojście do ruin zamku Kapień zajmuje zgodnie z oznakowaniem kwadrans. Kolejny przechadzamy się po murach robiąc zdjęcia widokom spowitym chmurami (i sobie na tle tych widoków). Bez plecaka szukam drogi zejściowej, słusznie wybierając taki wariant, bo ścieżka która przedłuża tą, którą tu przywędrowaliśmy kończy się w gąszczu krzaków. Poprawna jest po drugiej stronie murów, ale mało wygodnie doprowadza do szerokiej drogi gruntowej, kończąc się wysoką i ostrą krawędzią, z której ciężko zejść bez pobrudzenia tyłka.
Pół godziny w sumie zajmuje nam przejście zielonym do Przełęczy Karpowskiej – Černy Kout, gdzie czytamy na tablicy historię solidarności z czasów aksamitnej rewolucji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: