Niebieski szlak z Pokrzywnej

Około 9:30 opuszczamy pensjonat Stok, przez stok, kierując się na północ do niebieskiego szlaku, który biegnie tuż nad ogrodem. Idziemy w prawo, do Jarnołtówka. Te prawo szybko zmienia się na kierunek południowy w dolinę Bystrego Potoku. Moje wyobrażenie o Górach Opawskich szybko zderza się z rzeczywistością, na korzyść tej ostatniej. Nie ma tu nudnych płaskich stoków, tylko głęboko wycięte doliny. Stromo, tylko trochę mniej stromo niż w Górach Wałbrzyskich, które biją wszystko w Sudetach w tej konkurencji (wyłączając Karkonosze oczywiście). Mijamy po kwadransie pozostałości skoczni narciarskiej – jedynej na Górnym Śląsku, by po kolejnych 5 minutach dojść do czegoś co zapowiada się równie imponująco – Gwarkowej Perci. Perć to dość ostre podejście w górę wyrobiskami dawnej kopalni łupków. Wchodząc w górę, mozolnie, mijamy największą tutejszą atrakcję, czyli kilkudziesięciometrową drabinkę (ściany wyrobiska mają do 50 m.) wchodząc bokiem, ale wypatrzywszy ją po prawej cofam się by zaliczyć, choćby zejście nią. Robi wrażenie. To chyba jedyny taki szlak w Polsce, poza Tatrami, gdzie można poczuć strach wchodząc tak wysoko po szczeblach drabiny.

Polek na Gwarkowej Perci by Polek
Polek na Gwarkowej Perci, a photo by Polek on Flickr.

Jesteśmy na Bukowej Górze, jak nazwa wskazuje drzewa buczyny przesłaniają widoki, a my kierujemy się do rozdroża pod Piekiełkiem, które jest wycięciem w skałach, kolejnym miejscem eksploracji łupków. Przypomina trochę skały w Górach Stołowych. Generalnie – pozwalam sobie na głębszą myśl – Góry Opawskie, w ich najwyższym odcinku, który dziś przejdziemy, zaskakują atrakcyjnością. Dochodzimy do Karlików, kolejnych skałek – po około godzinie od początku wędrówki. Można próbować tutaj wyglądać z punktów widokowych, w dół doliny Złotego Potoku, tyle że są one dość zarośnięte a widoki mocno ograniczone. Schodzimy do Jarnołtówka, odwiedzając centrum miejscowości i robiąc zakupy na dalszą część dnia. Jest 11, a obwodowy szlak niebieski przekracza Złoty Potok i po chwili łagodnego podążania za rzeką wbija się ostro w górę (niespodziewanie), na drugą stronę przełomu rzeki. Wychodzimy na skałki, z których widok jest dużo lepszy, a które nazywają się Karolinki. Szlak ciągnie się na skarpą dobre kilkanaście minut. Można skręcić dwie minuty na północ na szczyt Krzyżowej (z krzyżem rzecz jasna, ale widokami żadnymi) ale droga cały czas wraca nad uskok doliny. Zaskoczeniem więc, okazuje się długi skręt na północ, przyczyna jego odejścia wyjawia się po kilku minutach, kiedy dochodzimy do Żabiego Oczka, czyli małego jeziorka wypełnionego rzęsą wodną, utworzonego w kolejnym wyrobisku. Odnoszę wrażenie, że przynajmniej połowa tutejszych atrakcji ma pochodzenie antropologiczne, co potwierdza kolejna – zalew na Złotym Potoku, w początku Pokrzywnej, który osiągamy około 12:30.

Zalew w Pokrzywnej by Polek
Zalew w Pokrzywnej, a photo by Polek on Flickr.

Trwa tu budowa hotelu na wodą, wielkiego obiektu, który już stoi, i czeka na rozłożenie dachówki. Z drugim brzegiem, gdzie również przebija między drzewami jakiś budynek, przez środek zbiornika, łączy go dość długi mostek. Cały ten teren jest oczywiście prywatny, o czym dowiadujemy się po wyjściu na parking, więc nie można robić tu zdjęć, co rzecz jasna wychodzi na jaw post factum😉 Pora na posiłek. Parking stanowi równocześnie najlepszy punkt wypadowy na Biskupią Kopę, bo stąd ruszają szlaki, żółty i czerwony. Ten ostatni stanowi fragment poszerzonego Głównego Szlaku Sudeckiego, i właśnie jego odcinki przejdziemy podczas pobytu tutaj.

Mimo tego, na parkingu jest pusto. Sklepik jest zamknięty, nie ma też ławki na której można by przysiąść, jest za to jakiś przewrócony słup betonowy, który będzie musiał wystarczyć. Ciastka czekoladowe to nie najlepszy pomysł na taki gorący dzień, ale spełniają swoje zadanie. W międzyczasie na parkingu pojawiają się dwa samochody, podejrzewam, że dojdzie tu do jakiejś nielegalnej działalności, nikt z nich nie wysiada, a numery są miejscowe, a miejsce w sumie, ustronne. Narkotyki? Historia robi się jednak dużo bardziej prozaiczna, gdy pojawia się trzeci samochód, z którego wysiada młody mężczyzna, bynajmniej nie turysta, także. W tym samym momencie z pierwszego wysiada pewna pani, na wysokich obcasach, otaczająca się tak silną wonią perfum, że można wierzyć lub nie, dochodzą także do nas, 20 metrów dalej. Zastanawiam się jak duże ich stężenie musiało znajdować się w środku samochodu którym przyjechała. Oto najzwyklejszy przykład zdrady małżeńskiej, spotkania kochanków nad jeziorem – myślę. Ale to jeszcze nie tak. Kluczem do zrozumienia sytuacji jest trzeci samochód w którym pozostaje smutny jegomość, który najwyraźniej jest tu w pracy. Mijamy go rozpoczynając podejście na Biskupią Kopę. Jest 12:30.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: