Jesień anno Domini 2012

Trochę żałuję, że w tym roku nie pokusiłem się o pełnowymiarową trasę, taką z punktu A do punktu B, co najmniej 200km, z plecakiem, i naturalnie spaniem codziennie w innym łóżku. Powinienem wrócić w Beskidy, gdzie wciąż mógłbym znaleźć wielodniowe trasy poza Głównym Szlakiem Beskidzkim, który przeszedłem w 2008/2009 roku. No właśnie, powinienem, ale … chyba trochę wyrastam z chodzenia dla samego chodzenia. Zeszłoroczne odwiedziny wielu śląskich miasteczek, na pogórzu, było ciekawsze dla mnie, od wchodzenia na Śnieżkę, nawet rozłożonego na kilka dni.

Dlatego w tym roku chciałem zrobić podobnie, tyle że zamiast Sudetów Zachodnich, odwiedzić nieobecne ostatnio Sudety Wschodnie. A jak wschodnie to przede wszystkim Góry Opawskie, które ominąłem w 2007 roku kończąc Główny Szlak Sudecki w Paczkowie. Początkowo plan zakładał przejście przez Jeseniki, powrót do Polski gdzieś w Kotlinie Kłodzkiej, i znowu przejście przez Czechy do Bramy Lubawskiej (a później pewnie w Karkonosze, bo gdzie indziej). Wszystko dzięki Schengen. Tyle że … jakoś w Czechy mnie nie ciągnęło tak bardzo. Pchało mnie za to, do śląskich miasteczek, do Nysy, Otmuchowa, nawet Paczkowa. I jak mnie tak coraz bardziej na północ goniło, tak coraz mniej górska się ta piesza wędrówka robiła. Przyszło więc olśnienie, to może rowerem. Rowerem zrobienie 20km między jednym a drugim miasteczkiem to była godzina, nie pół dnia, więc można był zrobić ich więcej, i więcej. Świetnie. Niestety później zacząłem szukać noclegów i moje marzenia o spaniu gdzieś w małym hoteliku na rynku, tu i ówdzie, jakoś zaczęły pryskać. Nie ma takich miejsc, były kiedyś, sto lat temu, gdy ludzie podróżowali znacznie wolniej. W miastach pozostały noclegi pracownicze i stare hotele do których strach zaglądać, specjalizujące się w imprezach typu wesela czy komunie. A jeśli tu i ówdzie jest gdzieś zamek, czy pałac gdzie można zanocować by poczuć historię przez skórę, to kosztuje to kosmiczne pieniądze, i nadaje na romantyczny weekend, a nie na jedną noc, gdzieś po drodze.
Trafiłem więc w Góry Opawskie, ale z bratem, i na czterech kołach, nie dwóch. Na tydzień, nie jedną noc. Za to w możliwie najlepszym punkcie, z cudownym widokiem na ogród, który oglądam pisząc te słowa, Dzięki temu mogę w połowie chodzić, w połowie jeździć, a więc w pewnym sensie, i owca będzie cała i wilk syty. O ile pogoda dopisze, a wieść niesie, że niekoniecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: