Przez Bramę Lubawską

Budzę się w nocy, zasnąłem o 22, stąd pewnie przerwa w śnie koło 3. Pózniej już rano, po świcie, późno, bo po 7. Ale śniadanie idzie szybko, tak że o 8:45 jestem gotowy i żegnam się, zadowolony z otrzymanej mapy z zaznaczonymi noclegami, gdybym nie doszedł do Jarkowic dzisiaj. Ciekawe, że większość odwiedzających pieszych turystytów zawsze wybiera kierunek wschodni – mówi moja gospodyni – jestem pierwszy, chyba, który idzie na zachód. Daje mi jeszcze wskazówkę by pójść starą drogą, po linii kolejowej, czym skrócę o kilka minut powrót na szlak.

Przez 30 minut wędruję przez ciągnącą się długo wieś Błażejów, dopiero na jej końcu zaczyna się podejście, już bez asfaltu w góry Krucze, a ja mam okazję podziwiać mgły nad Kotliną Krzeszowską. 20 minut lasu i Krzyżówka BHP z obeliskiem Koła Łowieckiego „Szarak”, kwadrans do Rozdroża Trzech Buków, gdzie znowu odsłania się kawałek przykrytej wciąż mgłami kotliny, i kolejne pół godziny, w dół, przez piękną Kruczą Dolinę, zakończoną wysokimi na kilka pięter skałami. Szlak przekracza łąkę i po ich stronie wprowadza do Lubawki.

Jestem tu wpół do dwunastej i postanawiam zjeść coś ciepłego. Kręcę się trochę na rynku, omijam tym razem restaurację w hotelu Lubavia i cofam ul. Wojska Polskiego do Drink-Baru – Pizzerii „Romantic”. Zaledwie kilka kroków od rynku. Tu też są obiady dnia, nawet jest abonament, gdzie cena z standardowych 10, spada do 8,30. I jest wybór drugiego dania. Pytam się czy nie za wcześnie, na obiad, ale nie. Biorę naleśniki, i zacierkową. Chwilę po mnie pojawiają się kolejni klienci, pora jest więc odpowiednia. Później w rynku robię zakup chleba i ostatnich konserw.

Wychodzę z Lubawki drogą asfaltową na zachód, widoki uprzyjemniają ten mało ciekawy odcinek. Skręcam w stronę zbiornika Bukówka. Pierwszy z nim kontakt to skarpa utworzona przez człowieka, czoło zapory, ale bez betonowej ściany. Idę dalej wzdłuż osiedla domków, które ktoś tu chyba pobudował bez zezwoleń, i nie może skończyć. Okna są zamurowane. Zanim zobaczę jezioro z bliska droga wiedzie obok lasu porastającego górę Zamczysko. Znakowanie jest tutaj dość słabe, ale droga jedna, więc z dobrą mapą da się iść. Wreszcie widzę brzeg jeziora, ale jakoś nie czuję wewnętrzej potrzeby podejścia, choć to kilka kroków. Dziwne jak taki wielodniowy marsz wpływa na poczucie ciekawości minimalizując zbędny wysiłek.

Jezioro kończy się, znaków nie ma, idę wciąż prosto drogą, wg mapy, ale dochodzę do asfaltu zbyt blisko mostu na Bobrze, który tutaj jest ledwie strumykiem. Czyli był skręt w lewo, w stronę pagórków, nie zauważyłem go. Człapię więc pod górę, asfaltem, mijany przez dwa samochody i pędzący motocykl. Dochodzę do wzniesień, po prawej uroczy widok białych kropek, czyli bel siana, w białej pościeli, porozrzucanych po polu niczym kosmiczna inwazja. Niemal po horyzont. Ja tymczasem skręcam w ciąg drzew i idę przez Szczepanowski Grzbiet. Droga chowa się przed słońcem, co dziś przyjmuję z ulgą. Wychodzę z lasu przy rzeczce, to znowu Bóbr który trzeba przekroczyć, po dwóch kamieniach. Zaraz za rzeką należy skręcić ostro w lewo, i iść wzdłuż młodego lasku. Nie ma tu znaków aż do drogi asfaltowej do Niedamirowa. W prawnym miejscu, z krzaków dwa metry ode mnie wystrzeliwują dwie sarenki, zaskoczone moimi krokami, zatrzymując się w bezpiecznej odległości przyglądając się. Okazja do zrobienia zdjęcia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: