Podróż do Lubania Śląskiego

Pakowanie, choć robiłem to już co najmniej piąty raz, było, jak zawsze, dramatyczne. Tym razem poszło o jedzenie, zwątpiłem gdy zobaczyłem ile jego jest, ale nie chciałem niczego zostawiać. Widać gdzieś głęboko pokutuje we mnie przeświadczenie, że jadę w miejsca gdzie sklepy przyjeżdżają we wtorek, i lepiej to wszystko dźwigać. Rok temu zapisałem sobie w uwagach, wziąć więcej dżemów – tych jednorazowych. Fakt może nie ma ich w sklepach, ale zapakowałem ich prawie 20 sztuk. To przecież 400g. Wygodniej było wziąć słoik. I taniej! No ale cóż, do własnych wniosków trzeba się stosować. Do tego herbata. Rok temu chyba jej zabrakło, albo miałem duże pragnienie i szła jak… woda. 30 torebek. Przesadziłem też z suszonymi bananami, tak naprawdę przydadzą się dopiero w Karkonoszach, gdzie w bufetach schronisk kalorie w batonach będą jedyną opcją do zabrania. Tyle że … batony też mam. Ale jedzenie zniknie już w pierwszym tygodniu – zanim zaczną się podejścia, więc nie ma co narzekać. Jedynie razi mnie różnica między całą resztą, gdzie każdy niemal gram miał znaczenie, w wyborze i decyzji brać, czy zostawić. Gdzie bym nie jechał pakowanie zawsze stanowi najbardziej stresujący element wyjazdu.

Pobudka o 6:15. Niezbyt późno, choć jak dla mnie trochę wcześniej niż zwykle. Szybko staję na nogi i bez większych problemów zdążam na wcześniejszy pociąg do Warszawy. Właściwie to na jeszcze wcześniejszy, bo jest poranny szczyt i są co dziesięć minut. No, w teorii przynajmniej, ostatnie dwie minuty do stacji doszedłem szybciej, czego nie mogę powiedzieć o moim transporcie. Przyjechał spóźniony, w czasie kiedy powinien nadjechać pociąg konkurencji – rozkład rozkładem a podbieranie pasażerów jak za starych autobusowych czasów. Mimo tłumu znajduję miejsce, nawet siedzące w przedziale dla podróżnych z większym bagażem ręcznym, klasycznie, na grzejniku. Pogoda zafundowała mi promocję rano, z 20 stopniami od wczesnych godzin, co jak na porę roku, a bardziej ostatnie dni jest prawie rekordowym wynikiem.
Na Wschodnim chaos remontowy, samego dworca wciąż nie ma, miejsc zaopatrzenia też zbyt wiele nie widzę, robię w jedynym po stronie Lubelskiej mały zakup podróżny i udaję się na peron nr 1, czyli kompletnie na przeciwną stronę. Ekspress do Wrocławia punktualny, choć kilka minut wcześniej oba tory zajęte przez pociągi do Łodzi i Krakowa. Frekwencja po minięciu Centralnego poniżej 50%. Celowo wybrałem wagon bez przedziałów, wśród białych i niebieskich kołnierzyków, by trochę zasiać zamętu kijkami i podkreślić kontrast. Alternatywna podróż autobusem trwała by dwie godziny dłużej, choć była by trzykrotnie tańsza. Ale wolałem jechać za dnia, niż zaspany o 3 rano błąkać się po Wrocławiu. Choć powrót – czemu nie.
Jeszcze przed Centralną dzwonię do mojego wybranego pierwszego noclegu – niestety gaz, choć nie wybucha, ale musi być okiełznany, i to pracownicy gazociągu okupują moję tanie noclegi w Lubaniu, na Starówce. Nic to. Dowiaduje się, że miasto przestało już prowadzić pokoi gościnnych (sprawdza się, że nie należy wierzyć we wszystko co zamieszczone na stronach, nawet gminnych, w Internecie), ale dostaję namiar na Pensjonat Kaskada, gdzie chwilę potem rezerwuję nieznacznie droższy nocleg. Właściciel namawia bym wziął taryfę z dworca, bo taksówkarze znają lokal, jakoś mnie to trochę konsternuję, ale tylko na moment.

Podróż do Poznania, a później Wrocławia upływa szybko. Nie nawiązuję, co prawda, żadnych kontaktów, o co trudniej w bezprzedziałowym wagonie, ale mam do dyspozycji dzisiejszą prasę, którą Inter-City zapewnia w cenie biletu, razem z małym poczęstunkiem. Klimatyzacja, wciąż niezwykła w polskich realiach, cicho sobie chłodzi, trochę nawet za bardzo jak na moje potrzeby, muszę więc co jakiś czas iść podgrzać się w słońcu na końcu wagonu. Przed Wrocławiem przejeżdżamy pod dopiero co oddaną obwodnicą, która biegnie na długich estakadach aż do wielkiego mostu wantowego. Zatrzymujemy się raz przed stacją końcową, która wciąż, ponad rok przechodzi grunowną renowację skutkującą ogólnym chaosem i dzisiątkami podróżnych oczekujących na podanie peronu do ostatniej chwili. Wypatruję z pociągu nową galerię handlową o nazwie Arkady, jakieś 300 metrów jak się okazuje od dworca i zamierzam tam wstąpić szukając szybkiego posiłku. Pierwsze kroki kieruje jednak w przeciwnym kierunku do tymczasowego budynku dworca. Byłem tam już rok temu, zmieniło się chyba tyle, że dwa okienka sprzedają bilety Koleji Dolnośląskich, samych pociągów tej spółki widzę jeden, na tablicy, więc wybieram jedno z pozostałych okienek. Nie ma tu, tak podziwianego wczoraj na centralnym jednego ogonka do kas. Ale i tak idzie szybko. Lubań jest stacją końcową mojej relacji co upraszcza orientację, bilet kosztuje nieco ponad 20 zł, przy 158km, co dla trzykrotnie dłużej trasy ekspresu wydaje się tanią opcją. Mam wrażenie, że autobus kosztowałby mnie drożej. No ale może to właśnie dlatego Przewozy Regionalne toną w długach.
Wstępuje do restauracji na przeciwko, skuszony obietnicą lunchu w promocji, jednakże wygląd wnętrz i mielony w zestawie szybko mnie płoszy. No i ci kelnerzy jakoś niepasują. Mijam więc dworzec autobusowy i jestem w Arkadach. Nie mogę jakoś zlokalizować food-courtu, brak starych amerykańskich bywalców. Ale jest, trochę schowany na pierwszym piętrze. Wybieram sami-swoi, gdzie płaci się za wagową zawartość talerza wybierając normalne jedzenie typu kotlety, kasza, etc. Do mnie akurat uśmiecha się makaron ze szpinakiem. 100g czegokolwiek kosztuje 2,69 zł. Wychodzi 10 zł i wychodzę po zaledwie 5 minutach jedzenia zadowolony.
Jestem przed przejściem na perony akurat, dwie minuty później zapowiadają mój pociąg, odkrywając karty i tor 10 na peronie 5. Ale żeby nie było za prosto na tym samym peronie i torze stoi inny pociąg, który odjedzie kilka minut wcześniej. Zapowiadając podają też sektor. Robi to wrażenie – trzeba się orientować całkiem zgrzebnie, bo ledwo daje się dojść na miejsce do planowego czasu odjazdu. Na szczęście, oczywiście, odjeżdżamy z lekkim opóźnieniem.
To już niemal popołudniowy szczyt. Ale po pół godzinie robi się luźniej, połowa ludzi wysiada, a pociąg mknie dalej w stronę Legnicy.

Tagi:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: