W Górach Złotych

Opuszczam Kolonie Gaj kilkanaście minut po 9. Na mojej mapie jest ona oznaczona jako Gaina, ale układ domów pasuje do Gaju. Nie idę sugerowanym skrótem tylko wracam do pozostawionego jakiś czas wcześniej szlaku. Ten jakiś czas okazuje się kwadransem, więc pewnie zysk miałbym ze skrótu nie wielki (bez pewności idzie się wolniej).
Szlak biegnie utwardzoną leśną drogą, momentami nawet prześwituje w niej asfalt. Mijają mnie panowie w niezbyt górskim samochodzie transportowym, którzy zatrzymują po drzewo, pocięte przez leśników. Przez głowę przemyka mi myśl, że podkradają drewno, i mnie jako świadka, bedą chcieli potraktować piłą. Ale mijam ich śmiało, to nie amerykański film. Przy drodze spotykam ambony myśliwskie przytwierdzone do pnia. Zazwyczaj widuje się je przy otwartych przestrzeniach, na skraju pola; tu widać kawałek drogi musi wystarczyć.
Po 50 minutach od powrotu na szlak spotykam strzałkę określającą, że na szczyt Ptasznika 15 minut. Nie jest to klasyczna wskazówka jaką używają węzły szlaków. Okazuje się też trochę niedoszacowaną. Droga na szczyt – całkowicie różniąca się od dotychczasowej, czyli wąska i momentami zakosami pod górę, zajmuje mi ponad 20 minut. Na szczycie spotykam troje amatorów grzybów i pamiątek po dawnych mieszkańcach, bo podobno stały tu gospodarstwa, i jeszcze coś można po nich znaleźć.
Zejście z Ptasznika jest jeszcze bardziej ostre, i po raz pierwszy schodzi się wsród wystających z ziemi skał, czy kamieni. Kwadrans zajmuje mi dotarcie do Przełęczy Leszczynowej, gdzie niebieski przecina się z czarnym.
Niecałą godzinę idę kolejny odcinek szlaku, do drogi na wieś Skrzynka. Tutaj też mam pierwszą okazję zobaczyć, jak padają drzewa, po podcięciu ich przez drwali. Dzieje się to bezpiecznie daleko, wysoko na ostrym stoku. Nie mniej jednak wychodząc z tego obszaru widzę kolejną tablicę z cyklu wstęp wzbroniony – ścinka drzewa. Gdybym chciał się stosować do tych zaleceń daleko bym nie doszedł – są one stosowane dość często. Odgłos upadającego drzewa nie jest przyjemny.
Kolejny odcinek znowu prowadzi do góry, tym razem towarzyszą mi słupy wysokiego napięcia, aż do najwyższego punktu, gdzie widzę ruiny domu. Strasznie wolno mi się tu idzie, bo dociera do mnie, że to ostatni dzień dobrej pogody, i deszcz może mnie sprowadzić do domu przed osiągnięciem Międzylesia, co jest dość dołującą myślą.
Na szczęście szlak zaczyna się obniżać, przechodzi przez zamknięty siatką obszar odnawianego lasu (który trzeba obejść), aż wreszcie po jakiś 40 minutach dochodzi do Jaskini Radochowskiej. Kilka minut wcześniej opuszczam las i zaczynam iść równolegle do drogi, jakimś starym traktem, czasem zatarasowanym jakimiś ściętymi gałęziami.
Zwiedzanie jaskini zabiera mi 20 minut i jest to miła odmiana. Trochę trzeba się pozginać w kucki, ale bez plecaka.
Na polanie przed jaskinią brakuje strzałki jak szlak, a właściwie dwa, idą dalej. Trzeba zacząć schodzić drogą po lewo, ja oczywiście nie widząc znaku, podchodzę do góry, też go nie widząc jeszcze raz konsultuję mapę i dochodzę do wniosku, że musi to być w dół. I faktycznie znaki są, trochę dalej. Góra po lewej jest do ominięcia przez lekkie cofnięcie i wejście na przełęcz, na której jest kaplica i kalwaria. Zejście odbywa sie po kamiennych schodach, i już za moment wychodzimy w Radochowie, a asfalt i na sklep, przy moście.
Ostatni etap idzie cały czas asfaltem, akurat świeżo położonym równolegle do rzeki, prowadząc w lewo, do Lądka. Po drodze mijamy oczyszczalnię ścieków i domy agroturystyczne. Jeszcze kawałek i wchodzi się na rynek, z lewa są stare kamienice, z prawej dla kontrastu bloki z płyty – tak wyglądają ostatnie metry przed rynkiem.
Niebieski szlak prowadzi bliżej rzeki, niż główna ulica, którą się idzie w stronę Stronia. Zaciekawia mnie ruina kościoła. Mijam most przerzucony także nad drogą i dochodzę do części uzdrowiskowej. Strategia szukania noclegu to jak najwyżej na szlaku, najlepiej z bezprzewodowym internetem, skoro mam dwie noce tu spędzić. Znajduję wywieszkę w oknie restauracji Free WiFi i wchodzę na obiad. Nad nią jest ośrodek, i są wolne miejsca. Cena 40 zł jest satysfakcjonująca. Zostaję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: