Przez Góry Bardzkie

Rano budzi mnie słońce wpadające przez okno. W nocy budziłem się z gorąca, są tu ciężkie kołdry, a prześcieradło, zbyt krótkie, zwija się z obu stron. Przygotowuję śniadanie, ale nie ma nikogo, kto mógłby mi wodę zagotować, kucharka miała być o 8, ale jej nie ma, zaczynam więc jeść na sucho, zwracając uwagę na ruch w budynku. Pojawia się szef, czyli chłopak młodszy ode mnie, i otwiera salę z kontuarem, i wstawiać mi wodę.
O 9:10 udaję mi się opuścić schronisko, i szybko schodzę do przełęczy, droga prowadzi do fortu po drugiej stronie, ale zanim go osiągnie szlak ją opuszcza i obiega wzniesienie dookoła kończąc dość karkołomnym zejściem do poziomu rozebranej kolei zębatej. Za kilka metrów jest wiadukt, ale szlak prowadzi w drugą stronę po wykutym w skale rozebranym torze kolejki. Niestety drugi wiadukt jest omijany, bo opuszczam wraz ze szlakiem tor, i przechodząc jakoś z prawa przez wylot doliny ciągnę od zachodu do wsi Żdanów. Przekraczam główną drogę wsi obok przystanku trochę przed 10, kilka minut i dochodzę do drogi asfaltowej, którą maszeruję do Przełęczy Wilczej, osiągając ją po 25 minutach od centrum wsi.
Za przełęczą, gdzie jest wiata z kominkiem, czeka mnie ostre podejście na Wilczka, nie zabiera ono dłużej niż kwadransa. Następnie szlak wiedzie szczytami aż do bezimiennego na mojej mapie szczytu z powiewającą flagą, który leży trochę poza szlakiem, ale są z niego piękne widoki. Dalej już szlak schodzi do drogi leśnej, i dość długo ją wykorzystuje do przemierzania kolejnych gór mijając ich szczyty to z lewej to z prawej. Koło 12 spotykam chłopaka z plecakiem, idzie na małą wycieczkę w Góry Sowie, z przystankiem na noc w Srebrnej Górze. Rozwiewa on moje nadzieje, że do Barda już rzut beretem, trochę słychać jakby ruch kołowy, ale mówi – to wciąż godzina. No i faktycznie, zanim dojdę do szlaku żółtego mija prawie godzina, tu na moment gubię niebieski, który jakoś wcześniej musiał sie z żółtym połączyć, odnajduję go schodząc żółtym jakieś sto metrów. O 13 dochdzę do kalwarii i odbijam ją obfotografować. Na małym rynku jestem pól godziny poźniej, a w restauracji w Zajeździe pod Złotym Lwem po kolejnych 10, które poszły na wizytę w aptece po plastry żelowe i zakupy w spożywczym.
W restuaracjj jem zupę dnia, i de voile’a, który okazuje się jakiś dziwny, w sensie mięso z którego jest zrobiony przypomina trochę konststencją pasztet taki upieczony. Dopiero o 14:30 przekraczam Nysę i trochę tracę na zmianę baterii, które od wczoraj kończyły już się.
Pół godziny zajmuje mi mozolne wdrapanie się na punkt widokowy pod krzyżem, ostatnie pięć minut zielonym; do szczytu, gdzie jest kaplica podejście jest trudniejsze, i zabiera kolejne pół godziny. Tu już nie ma turystów, którzy chyba głównie wybierają łagodniejszą część drogi krzyżowej i ich celem jest źródełko kończące prostszy odcinek podejścia. Zdejmuje buty, przyklejam plastry na najmniejsze palce, by trochę ulżyć im podczas zejść i rozpoczynam dość szybki marsz drogą leśna do Przełęczy Łaszczowej. Osiągam ją po godzinie od Kalwarii. Pomimo dobrego tempa, wciąż 2h od mostu na Nysie – zgodnie z czasowskazem. Jest tutaj schron turystyczny, zajęty przez jakąś parę.
Dalej jest ostre podejście na Ostrą Górę, już nie takie krótkie, jak pod Wilczka, ale krótsze niż pod Kalwarię, choć tam zatrzymywałem się fotografować kapliczki. W każdym razie o 16:55 jestem na górze i zaczyna się odcinek wiodący szczytami. Nie trwa on długo, choć tym razem wymaga kilku zejść i podejść. Szlak zaczyna omijać kolejny ze szczytów i to wskazówka, że zaraz będzie rozdroże pod Kłodzką Górą. I faktycznie pojawia się węzeł i strzałka, mówiąca że do szczytu Kłodzkiej 15 minut. Faktycznie jest 5 i nie mogę nie pójść zrobić sobie zdjęcia na najwyższej górze Gór Bardzkich.
Wracam i rozpoczynam zejście do przełęczy, choć nie jest ono takie jednoznaczne, po ze dwa wzniesienia trzeba podejść pod drodze. Na jednym z nich mijam parę spod przełęczy, musieli mnie wyprzedzić gdy szedłem na Kłodzką. Zagaduje, okazuje się że są z Gdańska, zatrzymujemy sie przy kamieniu z datą 1755 (CVC N 1755). Zostawiam ich tam, będą łapać stopa z przełęczy, aż tak im sie nie spieszy. Przed samą przełęczą jest dość ostre zejście, później ze 200 metrów leśnej drogi i o 18:25 osiągam Przełęcz Kłodzką.
Trwa remont drogi, jeden pas ruchu jest wyżej o rozmiar kilkucentymetrowego uskoku. Przechodzę ją i idę asfaltem w kierunku Kolonii Gaj, szlak po 20 minutach odbija w las w lewo, a ja wiem, że pod numerem 4 ktoś mi może tu udzielić noclegu. Dzwoniłem rano do Agroturystyki Pod Zamczyskiem, i takie dostałem zapewnienie. Jak bardzo będzie prawdziwe – idę i sie zastanawiam.
Tuż przed zmrokiem, osiągam zabudowania. O dziwo spotkam jakaś dziewczynę z psem na spacerze, która kieruje mnie do właściwego domu, zagaduję w podwórzu. I o dziwo czekają na mnie. Rozmawiał z nimi właściciel agroturystyki. Nie ma tu takich klasycznych pokoi gościnnych. Jest zwykły dom, z małym pokojem na parterze. Jest łazienka, z gorącą wodą na którą trzeba godzinę zaczekać, aż się zagrzeje. W międzyczasie przebieram się i idę zrobić śniadanie. Przychodzi gospodarz i trochę rozmawiamy. Przed 21 zmęczony, po 3 kubkach herbaty, biorę prysznic i kładę sie spać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: