Ze Szczawna do Zamku Grodno

Po śniadaniu opuszczam Gospodę w okolicy 10, jest piękne słońce, szukam piekarni, kupuję chleb na jutro, i już muszę się rozebrać z kurtki – zrobiło się ciepło. Powtarzam kilka zdjęć, przy porannym oświetleniu wyjdą zupełnie inaczej. Zaglądam do pijalni wód, gdzie bilet jednorazowy kosztuje 2,50zł. Kupuję kubeczek za 50 groszy, i mogę skosztować Mieszka – szczególnie dobrego na nieżyty górnych dróg oddechowych.
O 10:40 mijam pozostałości po niegdyś słynnych polach golfowych na Wzgórzu Giedymina i maszeruję lekko pod górę parkowymi alejkami. Uwagę moja przykuwa ruch na ścieżce, wąż czmycha w krzaki, na tyle szybko, że nie udaje mi się go ostro uchwycić aparatem. A okaz był niespotykany, długi jak ręka, największy wąż jaki spotkałem na wolności. Tuż pod Wałbrzychem, prawie w parku.
40 minut później jestem już na przejeździe przy stacji Wałbrzych Miasto. Odwykłem już od tego zgiełku, pędzącego miasta. Dźwięk karetek jeszcze długo dociera mnie w górze. Ale najpierw szlak kręci sie po ulicach Wałbrzycha, rozpoznaję dlaczego – jeden z zamkniętych budynków ma tabliczę Schronisko Młodzieżowe Daisy, kiedyś można było tu przenocować. Dalej droga skręca i wreszcie opuszcza miasto pnąc się z początku po schodach. 30 minut od schroniska stoję już na szczycie Ptasiej Kopy, trochę poniżej jest placyk na ognisko z ławkami. Kolejny kwadrans ostrego schodzenia i wchodzenia i staję obok skałek więczących Lisi Kamień. Wzniesienia bezwzględnie mało istotne mają jednak cechę charakterystyczną tutejszych gór – są diabelnie ostre, do wchodzenia i schodzenia.
Około 13 wychodzę na zabudowania i aż do Dziećmorowic będę poruszał się asfaltem, trochę dziurawym, ale uczęszczanym. W centrum wsi zatrzymuję się na jogurt ze słodką jagodzianką, ale towarzystwo wokół sklepu jest znowu trochę „zmęczone” więc konsumuję zakupy jakieś 300 metrów wyżej – poza obrębem zabudowań, na szlaku. Czeka mnie przejście przez Klasztorzysko, które osiągam o 14:50. Wejście tutaj jest już prostsze, łagodniesze, mija się łąki prawie pod szczytem, z widokiem na wieże komórkowe. Są aż trzy w odległości kilometra. Sam szczyt jest dostępny trochę trudniej, nie ma wyraźnej ścieżki, trzymam się gęstego oznakowania i ładuję po patykach w górę, i w dół. Nagle kończą się buki, i droga na moment przechodzi przez środek wielkiej świerczyny, która jakby się rozstępowała w miejscu szlaku. Pojawia się strumień który będzie mi towarzyszył, początkowo w postaci błota na drodze, niżej męandrującej rzeczki, w której widzę ryby. Kończy sie las, pojawiają nawet jakieś stawki i stawy, widzę wieżę zamku i za moment, o 15:50 osiągam Zagórze Śląskie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: