W Rudawach

W drodze na Zamek Bolczów towarzyszy mi jeden z 300 uczestników marszu Przejścia Kotliny Jeleniogórskiej. Takie przejście jest organizowane już bodaj 7 raz, na pamiątkę dwóch ratowników GOPR, którzy przeszli w ten sposób – bez przerwy – własnie te kilka lat temu. Zawodnicy wyruszają ze Szklarskiej Poręby w piątek wieczorem i przez pierwszą noc przechodzą przy świetle czołówek grań Karkonoszy, dalej do przełęczy Okraj i schodzą do Przełęczy Kowarskiej, by rozpocząć przejście Rudaw Janowickich aż do Janowic. Na pewno czeka ich wejście na Okole i poźniej przejście przez Widok, ale dalej do Jeżowa i Siedlęcina. Na pewno tez wracają przez nieczynną kopalnie kwarcu którą mijałem we wtorek. W 48h mają do przejścia 148 km. Najszybsi trochę przekraczają 24h, być może w tym roku uda się przejść poniżej doby – to prędkość ponad 6km na godzinę.
Prócz mojego krótkiego towarzysza spotkałem jeszcze około 20 uczestników Przejścia i chwilę porozmawiałem z organizatorami na Punkcie Kontrolnym Wołek. Co jest ciekawe liczba uczestników przejścia jest ograniczona do 300 osób, a miejsca kończą sie już w 15 minut. W każdym razie duży respekt dla przechodzących i niewątpliwa motywacja dla mnie.

Po dość wygodnych i czasem asfaltowych drogach w północnej części Rudaw szlak znowu staje się nieco bardziej dziki. Zarówno na Wołek, gdzie jestem trochę po 14, i na Skalnik – 2h później, trzeba cierpliwie i mozolnie podchodzić. W okolicy Przełęczy Rudawskiej drogę umilają trochę krzaki jagód. Od szczytu Skalnika, który schowany jest kilkanaście metrów w prawo od drogi, jest już dość płasko, do węzła szlaków, z którego można też wyjść na Ostrą Małą – punkt widokowy leżący najbliżej Karkonoszy. Dalej jest już tylko zejście, momentami przez podmokły las, momentami po uciążliwej wysypanej kamiennym tłuczniem drodze. Do Czarnowa dochodzę o 17:20, bez motywacji by zejść od razu do Kamiennej Góry, gdzie byłbym na 20 pewnie. Takie rzeczy można robić jak się wychodzi o 8 a nie o 10. Na usprawiedliwienie mam to, że oba punkty widokowe – na Kryżnej Górze i Sokoliku są warte tych kilkudziesięciu minut.
Moje poddasze wymienione w rozmowie z gospodynią Czartaka okazuje się przytulnym pokoikiem na szczycie, z dwoma łóźkami, stolikiem i wygodnym siedziskiem, chyba również rozkładanym i nadającym się do spania. Jem tu kolację. Wodę i zupę przyrządzam w kuchni w przyziemiu. Głównymi gośćmi są koniarze, których konie rżą wieczorem na przeciwległym pastwisku. Wieczorem, jeszcze przed zmrokiem ogarnia mnie zmęczenie i zasypiam po 20.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: