W drodze do Szklarskiej Poręby

Wyprawę rozpoczynam klasycznie od pociągu Kolei Mazowieckich, który mnie dowozi do Warszawy Zachodniej, skąd odjadę autobusem o 22. Tym razem to ja czekam na pociąg, nie muszę też biec, miałem całą niedzielę na przygotowania i czas rozłożyłem jak się okazuje trafnie. Podjeżdża pojedyncza jednostka, mimo późnej pory podróżuje sporo ludzi, nie na tyle jednak by nie usiąść obok plecaka. Nie jest ciężki, ale udaje się nie podnosić go jeszcze ponad głowę.

Na Zachodnim jestem na pół godziny przed odjazdem; spokojny, bo bilet już mam – zakupiony przez Internet i wydrukowany w domu (70zł). Nowoczesny Polonus podjeżdża na stanowisko nr 3 kwadrans przed odjazdem, wcześniej stoi tam autobus do Zakopanego.

Podróżni wysiadajacy wcześniej – zapewne w nocy, dostają papierowe obrączki na swój bagaż, ja dokładam sie do kilku toreb i jednego plecaka, w sekcji bagażnika przeznaczonej na stację końcową. Początkowo na moim miejscu siedzi jakaś niemała kobieta, i przez chwilę przebiega mi przez myśl, że będę przez to dysponował przez całą drogę dość ograniczoną liczbą ruchów, ale na szczęście użyty numer miejsca sprawia, że przypomina sobie że właściwie to ma inne miejsce, a usiadła tutaj bo było wolne. Ją mam z głowy, ale magia numerów działa dalej i na miejsce obok mojego wraca indianin , który już też zdążył sobie zająć miejsce gdzieś z przodu. Ok, może to nie jest prawdziwy indianin, ale ma długie włosy, spięte w kucyk, skorzaną kurtkę i objętość tylko trochę mniejszą niż niedoszła sąsiadka. Nic to. To moje siedzenie (od korytarza) się rozkłada i to rozłożenie nikomu nie przeszkadza, bo zaraz za mną jest środkowe wyjście z autobusu. Bez ceregieli zdejmuje buty. Zaraz za Jankami zapadam w drzemkę, którą przerywają krótkie przystanki, w Piotrkowie i Bełchatowie.

Za 25 druga jest pierwszy większy nocny przystanek, jakieś dwie trzecie drogi z Piotkowa do Wielunia (zajazd mazurek za nami, stacja shell w oddali, i mały zajazd w którym sie zatrzymujemy na 25 minut). Za Wieluniem znowu zasypiam, by obudzić sie na kanapkę w aglomeracji Wrocławia. O 4:20 zatrzymujemy sie na dworcu we Wrocławiu i mój milczacy towarzysz wysiada. Tutaj 5 minut. Robi się trochę luźniej, choć także pojawiają się nowi pasażerowie. Siedzący na przeciwko w kurtce inskruktora Nordic Walking facet oznajmia mi – że wysiada w Legnicy – gdyby przysnął, bo trochę zmęczony. A co jak ja przysnę? Jak na razie nie było z tym problemów. Niezły chwyt z jego strony.
Mój sen jest trochę słabszy niż jego, budzę w Środzie Śląskiej, i na pierwszym stopie w Legnicy. Budzę go więc w samą porę. Okazuje się, ze wraca z Austrii z jakiś mistrzostw z tytułem vice mistrza. Sprawdzam chwilę później, że rzeczywiście były takie zawody. Znajduję nawet tabelę wyników:
http://www.sc-petzen.at/files/results%20nw%20wf.pdf

Już chyba na dobre budzę się w okolicach Jawora, jakieś 30km od Jeleniej Góry. Droga przebija sie tutaj przez malownicze wzgórza. Jest 7 rano. Na dworcu w Jeleniej jesteśmy o 7:30. Słońce już pracuje od kilkudziesięciu minut nad rozbiciem mgieł. Zapowiada się ładny dzień.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: