Jeśli to Izery to musi padać

• Turystów pieszych: 11, najwieksza grupka 5 osób minęła mnie gdzieś na Hali Izerskiej, lub wcześniej na podobnym otwartym terenie.
• Turystów rowerowych: 4
• Jeden dziwny typ żyjący w szałasie przy rezerwacie Torfowiska Doliny Izery.

Akurat stosunek rowerzystów do pieszych powinien być odwrotny bo Góry Izerskie są stworzone i przygotowane pod kolarstwo. Od nieczynej kopalni kwarcu prowadzi asfaltowa droga, tzw. Szklarska Droga, podobnie jest od Chatki Górzystów, a właściwie od mostu na Jagnięcym Potoku, na środku Hali Izerskiej – tutaj nazwana jako Nowa Droga Izerska doprowadza do Świeradowa. Szklak natomiast trochę stara sie iść na skróty i traci dość sporo wysokości na Starej Drodze Izerskiej. Ale w deszczu nie jest to idealne zejście bo robi sie ślisko na tych starych kamieniach.
Od Chatki powoli poddaję się wodzie, która na moment odpuszcza by zaatakować ze zdwojoną siłą kropli drążącej kamień, choć w tym przypadku kamieniem jest mój softshell. W pewnym momencie uznaję, że nie chroni już przed wodą ani portfela, ani telefonu, muszę je wsadzić do plecaka. Spodnie też już są mokre. Taki mokry schodzę do Świeradowa.

Świeradów to takie miasto, które koniecznie chce być przyjazne dla niemieckich gości. Niemal wszystkie napisy są dwujęzyczne, niemal każdy spotkamy na ulicy starszy człowiek mówi po niemiecku. I tak jak w Szklarskiej intensywnie sie tutaj wydaje pieniądze z Unii. Ulica Wczasowa na ktorej mam znaleźć nocleg (taki adres dostaję po zasięgnięciu języka u obsługi hali spacerowej) okazuje się cała rozkopana. Nie ma jak przejść a co dopiero kogoś gościć. W szukaniu noclegu zapuszczam się aż do samej kolei gondolowej, która chodzi, do 17 wiec jeszcze przez kilkanaście minut. Kamera na szczycie pokazuje mgłę. Schodzę ulicą Źrodlaną, nocleg znajduje w drugim próbowanym domu, nieco niżej, przy ulicy Strumykowej. Niechce mi sie dalej szukać, więc proponuję wzięcie dwójki w cenie 50 zł. Normalnie biorą koło 35. Ale warunki usprawiedliwiają, choć akruat przestaje siąpić. Szczęśliwie jest tutaj komórka z piecem ogrzewania, gdzie trafiają moje mokre rzeczy. Ja sam uśmiech odzyskuje pod gorącym strumieniem wody, w przysznicu. Pózniej zasypiam na siedząco, nad telefonem, zmęczenie i przespana na raty noc daje znać.
Jeszcze tylko kolacja, podczas ktorej dziwię sie sobie jaki jestem głodny, przecież obiad ledwo się zmieścił. Piję też szklanka za szklanką hebratę, aż torebka nie chce już niczego oddać więcej wrzącej wodzie. Po 20 jestem gotowy do snu.

Jedna odpowiedź to “Jeśli to Izery to musi padać”

  1. Grzybek Says:

    aż torebka nie chce już niczego oddać więcej wrzącej wodzie – ej Paweł poeta romantyczny się z Ciebie robi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: