Minąłem Dębe

W okolicach Poddębego szlak zanikł kompletnie, ale idąc z mapą jakoś dawałem sobie radę, mimo zawijasów tutaj jakiś dziwnych. Pózniej już dość zmęczony chodzeniem bez znaków po lesie, gdzie ciężko o inne punkty orientacyjne niż liczba odchodzacyh ścieżek w lewo czy w prawo wreszcie dotarlem nad brzeg kanału – naszczęście pustego i odkryłem ze prawie do samej zapory szlak biegnie własnie na nasypie przy kanale. To znacznie przyspieszyło podejmowanie decyzji podczas marszu. Znaki pojawiały się od czasu do czasu i dość dobrze przeprowadziły mnie przez tereny letniskowe wsi, i most na drugim kanale, który był już wypełniony wodą.
Do Elektrowni doszedłem o godzinie 17 ale nie miałem już sił by przejść się po moście.
Teraz schroniłem się od zachodniego silnego wiatru (na szczęście mam go w plecy) w scietych gałęziach. Zjadam drugą, ostatnią drożdżówkę, mija mnie jakiś biegacz – pierwszy raz jacyś ludzie. Cały czas jeszcze słychać odgłosy drogi krajowej z tyłu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: