Wołosate

Skończyłem GSB. Nie ma już czerwonego szlaku do przejścia. Wolność. Zmęczenie. Radość. Spalony słońcem. Zadowolony.
Ostatniego dnia wyruszam trochę po 7, wstaję godzinę wcześniej, ruchu w domu rekolekcyjnym nie ma wcale, dziewczyny i Kuba na łóżkach obok wciąż śpią. Noc była znów duszna, ale tym razem nie wziąłem sobie profilaktycznie wody na piętro łóżka, więc konieczne było zejście na dół w ciemności. Za oknem budzi mnie mleko mgły, ale jestem prawie pewny, że się podniesie.
Najpierw kroki kieruje do sklepu, i spostrzegam, ze nie jestem w tym osamotniony, bo kolejka do kasy zabiera mi prawie pól godziny. Mogę za to przemyśleć zakupy.
Wychodzą na szlak mam wrażenie, że nikt inny nie idzie nim w górę, dopiero po prawie trzech godzinach, pod Tarnicą spotykam ludzi. Ale później już jest ich mnóstwo. Zanim jeszcze opuszczę las mgła znika. Pózniej już tylko gorące słońce na jednej wielkiej połoninie.
Na obu głównych szczytach trwają prace porządkowe, na Haliczu skrecane są ogrodzenia, na Tarnicy też praca wre. Wedrując z Przełęczy Goprowców w górę ramienia Krzemienia słyszę porykiwania jeleni. Mniej wiecej wtedy mijają mnie dwie dziewczyny, które rozpoznają mnie z poprzedniego dnia, gdyż zagadnąłem je o nocleg przy osiedlu pracowników BdPN. Wymieniając tak szlakowe uprzejmości jak robienie sobie zdjęć, czy pytanie skąd idziesz, czy z jakiego regionu / miasta naszego kraju cie w Bieszczady zagnało okazuje się, że obie są z prawobrzeżnej Warszawy, co sprawia, że znajdujemy pozagórskie tematy do rozmowy, i tak już rozmawiamy do końca szlaku, do Wołosatego.
Rzeczywiście na końcu czeka nas długi, choć niezbyt wymagający odcinek drogą, która ciągnie się od przełęczy Bukowskiej, i jest mało widokowa, za to sprowadza bezboleśnie z gór. Własnie w takich momentach towarzystwo jest bezcenne, gdyż zamiast myśleć jak długo jeszcze, możemy utonać w rozmowie. Ale te góry mają w sobie pewną łatwość wiązania ludzi, nawet na krótko.
Nie skaczę z radości przy znaku kończącym szlak. Rok temu radość była by dużo bardziej uzasadniona. A tak. Jest satysfakcja. Mimo to podnosze ręce w geście triumfu. Daje się sfotografować chyba 10 razy. Stawiam dzieczynom (Jola i Agnieszka) piwo w Barze pod Tarnicą. Razem też cofamy się szukając noclegu. Po wielu nieudanych próbach w końcu znajduje się dwójka za 60, którą zbijam do 50zł. Nauczka by pytać wszędzie, a nie tylko tam gdzie wywieszone noclegi. Robimy sobie wspólne, pożegnalne zdjęcie i mogę wreszcie odpocząć.

Jedna odpowiedź to “Wołosate”

  1. mcozz Says:

    Gratulacje,
    patrząc na zdjęcia, trud się opłacił🙂
    Dla mnie hiciorem była bacówka w Rabe
    no i ta pogoda… eh
    pozdrawiam
    mk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: