Hanczowa

Nie moglem nie zanocowac w slynnym z opowiesci innych zdobywcow GSB barze „U Romana”.
Budynek anonsowany jest juz przy zejsciu szlaku do glownej drogi, przy pomocy strzalki: mini-bar 200 metrow. Pozniej jest jeszcze drugi drogowskaz z liczba 100, az wreszcie cos, co moze przypominac bar pojawia sie z prawej. Pietrowy budynek z cegly, z duzymi podswietlanymi reklamami marek piwa. Przed budynkiem parking, a zupelnie przy drodze duza tablica mowiaca o mozliwosci noclegu, w tym w domkach, i na polu namiotowym. Bez dwoch zdan jest to Ten bar.
Wchodze, troche wystraszony, do srodka, gdzie przy jednym ze stolikow (jest po szesnastej) siedza klienci, z ktorych jeden juz spi, a pozostali ozywiaja sie na moj widok, szczegolnie zastanawiajac sie nad sensem uzywania kijkow (przeciez nogi turysci maja). Staram sie cos wytlumaczyc, ale idzie ciezko. Wreszcie z opresji wybawia mnie wlasciciel, ktory pojawia sie z pomieszczenia wewnatrz. Na moje pytanie o nocleg i jedzenie, zaczyna od jedzenia, ale wybor sie chyba zamyka w dwoch daniach: ruskich pierogach i czyms jeszcze; po czym stwierdza, ze domki ma wygaszone (choc na szyldzie sa w opcji do pazdziernika), wiec moze mnie polozyc w „schronisku”, czyli na gorze.
Gora to jakies 3 pokoje, plus duzy korytarz, z fotelami i telewizorem. W moim pokoju jest lozko pietrowe i wersalka – obie opcje akurat bardzo przyzwoite. Do tego stol, kilka krzesel, szafa z zepsutymi, i wyjetymi obok drzwiami przesuwnymi. Oraz balkon. a wlasciwie drzwi na balkon, na ktorym zamocowane sa, swiecace po zmroku, reklamy piwa. Na szczescie, na dolnym pietrze lozka swiatlo jest przysloniete przez szafe.
Te nawet calkiem przyzwoite warunki psuje troche lazienka, ktora plasuje sie na poziomie najgorszych schroniskowych lazienek. Trudno oczekiwac, by sprzatana byla codziennie, nie jest to agroturystyka w klasycznym tego slowa znaczeniu, choc taka nazwa widnieje na wizytowce, ktora dostaje placac za nocleg. 25 zl bez poscieli, gdybym sobie zyczyl posciel, 5zl ekstra.
Przez chwile mi sie to kojarzy z motelem (choc w zadnym motelu nie bylem) – takim niezbyt czystym miejscem, glownie dla kierowcow plci meskiej, ktorym nie przeszkadza.
Pan Roman wstawia mi wode na herbate, gdy pojawiam sie ponownie przed kolacja. W telewizorze nadal leci Planete. Mam zapewnienie, ze rano bedzie juz od osmej.
Klientela zna sie doskonale, a niektorzy wchodzacy podaja mi reke ,jak innym bywalcom, choc widza mnie pierwszy raz. Zamawiaja piwo, kupuja fajki, oraz ogladaja program dokumentalny o sportowcach podczas pierwszych olipiad w Grecji.
Sklep obok, choc takze reklamowany jest nieczynny z uwagi na brak ajenta (siedzac w barze nie mozna siedziec rownoczesnie w sklepie). Pozostaje drugi, blizej cerkwii, czynny od 7 do 18. Wieczorem nie mam juz ochoty na spacery, odkladam wiec ja na nastepny dzien; moze rano bedzie swiezy chleb, to musze kupic przede wszystkim.
Dzwonie na nastepny planowany nocleg, i slusznie, bo okazuje sie, ze osrodek szkoleniowo-wypoczynkowy w Lugu jest na jutro zaklepany – zapewne na wesele. Dostaje za to telefon na kwatere prywatna, gdzie dowiaduje sie, ze problemu z noclegiem byc nie powinno (choc rozmawiam z ojcem chyba gospodyni).

Wiekszosc opisow GSB ustawia dluzszy etap z Hanczowej od razu do Bacowki w Bartnem, ale ja opierajac sie na czasach z mapy uznaje ze takie przejscie bedzie zbyt dlugie – moze troche zbyt ostroznie. No coz, zobaczymy. Do Zdyni wiec.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: