I … na szczycie.
Nikomu tu chyba z obecnych dojście nie zajęło 18 dni. Moja radość jest więc trochę większa, niż przeciętnego konsumenta piwa z restauracji w dolnym spodku. Ale … czuję przez tą powszechność tego szczytu, dostępność, że to trochę fałszywy idol, bo tam poniżej 1000 metrów w dole, też są szczyty, mniej spektakularne, właściwie odwiedzane tylko po drodze, o ile w ogóle; ale też warte, również warte, pomimo tego że nie mieszczą się w Koronie Gór Polskich, właśnie dlatego. Każdy się liczy.
Mimo ciepłego dnia na 1600 metrów trochę wieje. Jestem wolny. Schodzę na przełęcz polskim szlakiem. Na górę docieram o 15:35 (po prawie 3 godzinach), na dół, do Domu Śląskiego, o 16:20.











